Mama "na robocie". Follow – up… dzwonić czy nie dzwonić?
Managerka

Mama „na robocie”. Follow – up… dzwonić czy nie dzwonić?

Jednym z najmniej lubianych zajęć osoby, próbującej „coś” załatwić jest tzw. follow-up, obdzwonka, pushowanie, itp. Ideą działania jest sprawdzenie czy odbiorca lub też grupa odbiorców z naszej bazy otrzymała informację, zaproszenie czy newsa. Po co to robimy? Często zastanawiałam się nad tym patrząc na bazę kilkudziesięciu kontaktów w pracy czy szukając sponosora do akcji czy wydarzenia. Podczas wykonywania zadania znajdzie się ktoś chętny do dłuższej pogawędki, ale niestety ZAWSZE zadzwonisz do osoby, która nie będzie zadowolona z twojego telefonu. Warto zatem zastanowić się, po co to robimy.

Ambitna kobieta realizująca projekt zrobi wszystko, by osiągnąć sukces, niestety będzie się to wiązało z zatelefonowaniem nawet do kilkuset osób dziennie. Jednak porządne wykonanie tego zadania może zagwarantować obecność kilku mediów nawet na bardzo nudnej konferencji (na którą na pewno sam nie poszedłbyś, gdyby ci zapłacili 😉 ).

Grunt to nastawienie – jeśli przekonasz samego siebie, że twój temat jest „hot” – inni również w to uwierzą. Zapamiętaj, to bardzo ważne – szybko zaczniesz w to wątpić. Skąd to przekonanie? Proste! Przy super akcjach, wydarzeniach czy konferencjach to TY odbierasz telefon, nigdy odwrotnie.

To powszechne w agencjach działanie ma plusy i minusy i można przedstawić je następująco:

Zalety działania: 

  1. Bezpośredni kontakt daje możliwość dostarczenia szczegółowych informacji.
  2. Rozmowa to idealny moment na przemycenie szczegółów, niespodzianek, o których tylko wspomniano w mailingu.
  3. Poszerzanie bazy odbiorców – kontaktując się z ogólnym numerem redakcji otrzymasz namiary na dziennikarza, który zajmuje się określoną tematyką.
  4. Odświeżenie znajomości – to okazja do rozmowy z zaprzyjaźnionymi redaktorami 😉

Wady działania: 

  1. Długi czas realizacji zadania – często na wykonanie kilkudziesięciu telefonów potrzeba więcej niż 8 h pracy.
  2. Bezowocne działania – wysyłane na adres redakcji maile i tak trafiają na skrzynki pracowników danego medium. Zainteresowani tematem wiadomość odczytają i skontaktują się z tobą.
  3. Nieprzychylne reakcje na PR-owca, czasem trafisz na dziennikarza, który „przeszedł kurs z odbierania maila” i nie potrzebuje twojego sprawdzenia 😉

Narzędzia, które najlepiej pasują do realizowanego projektu musisz wybrać samodzielnie i z nastawieniem na jak najlepsze rezultaty. Czasem warto zadzwonić 🙂Pamiętajmy również, że przed każdą wysyłką musimy mieć zgodę odbirocy (tak ukochane RODO). 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *