Snowboard – czyli o pasji, determinacji i pokonywaniu strachu

Snowboard – czyli o pasji, determinacji i pokonywaniu strachu

Zawsze chciałam spróbować jazdy na snowboardzie. Jako dziecko nie miałam okazji, później w dorosłym życiu zawsze potrafiłam znaleźć wymówkę, dlaczego akurat to w tym roku nie uda się zrealizować tego wielkiego„marzenia”. Wstyd się przyznać, ale była to czynność należąca do kategorii „tak kiedyś na pewno spróbuję jak będę mieć czas, siłę, wygram w toto lotka, itd.”. Na szczęście wraz z pracą nad samorozwojem, rosnącym zainteresowaniem tematyką coachingu i implementacją technik prowadzących do realizacji faktycznie postawionych celów, w styczniu 2016 zaczęłam swoją przygodę z deską. I jest pewne – to związek na długie lata.

Ponad rok temu przeprowadziłam się z Poznania do Bielska-Białej. Nie było chyba lepszych warunków do tego, aby w końcu przyznać, że czas na realizację marzeń. A oto moja historia 😉

Pierwsze ślizgi

Na pierwszą lekcję, pełna zapału i energii pojechałam do Korbielowa. Nie do końca zdawałam sobie sprawę, co tak właściwie mnie czeka i na co się porywam. W magicznym, zimowym otoczeniu gór, szybko można się rozmarzyć i zapomnieć, że tak właściwie ma się przed sobą ciężki trening. Mimo, że regularnie trenuję na siłowni to nogi paliły mnie niemiłosiernie, a zakwasy czułam przez kilka dni. Pierwsze spotkanie z deską to poznawanie podstaw takich jak: nazwy krawędzi, zapinanie wiązań, ślizgi na backside czy skręty. Jednak wydaje mi się, że najważniejsze jest po prostu pierwsze wrażenie i nabranie apetytu na więcej. Ja po pierwszych próbach postanowiłam, że zostanę PRO riderem, a że ambicje mam zawsze duże, nie jeden raz w późniejszych etapach nauki, moje wizje i frustracja przeszkadzały mi racjonalnie działać.

Trudności

Prawdziwa nauka zaczęła się na drugiej lekcji, na której nie tylko zaczęłam jazdę z nowym instruktorem – Kamilem, ale również na której moja ambicja stawała na przeszkodzie racjonalnemu podejściu do tematu. Dlaczego? Nie wiem, bo zawsze muszę być we wszystkim najlepsza, bo zazwyczaj czynności, które lubię przychodzą mi łatwo? No niestety, tutaj było gorzej. Nie policzę zaliczonych upadków czy łez, a wszystkie słowa wymawiane w dobrej mierze, działały na mnie jak czerwona płachta na byka. No tak, bo progress był, ale jak dla mnie za mały. Ja muszę nauczyć się od razu, teraz, zaraz, jutro skakać na poduchę 😀 No niestety, tak to nie działa.

Pierwsza lekcja jazdy na snowboardzie
Pierwsza lekcja. Dawid ja i Michał

Inspiracja

Na trzeciej lekcji dzięki instruktorowi (o którym na pewno jeszcze przeczytacie i na moim blogu i ogólnie pewnie kiedyś w newsach) zmieniłam nastawienie do jazdy (i nie tylko?). Według statystyk w ciągu całego życia wchodzimy w interakcję z ok. 80 000 osobami (Fundersand Founders), ale podobno jesteśmy w stanie określić TOP 10 osób, które najbardziej nas zainspirowały, a nawet przydzielić im zdefiniowane role. (O tym napiszę szerzej w oddzielnym wpisie). Dlaczego? Bo dla mnie, osoby pracującej 40 h w tygodniu w biurze (nie jako korposzczur, bo uwielbiam swoją pracę), inspirujący jest bądź co bądź lifestyle osoby, która żyje swobodnie ze swojej pasji. Jak się później okazało nie zawsze jest tak kolorowo jak mogło by się wydawać, jednak inny punkt widzenia na życie bardzo mi się spodobał.

Pokonywanie barier na snowboardzie
Z instruktorem Kamilem po najdłuższej w historii lekcji ever

Pokonywanie strachu  

Nie wiedziałam, że się tak boję dopóki nie zaczęliśmy ćwiczyć „troszkę” szybszej jazdy. W dzieciństwie nigdy nie doznałam znaczących kontuzji czy urazów, nie biegałam po drzewach czy płotach. Nie miałam okazji, by często nabić sobie przysłowiowego guza. I oto w wieku 27 lat, stojąc wśród dzieci w wieku szkolnym, które bez oporu śmigały na snowboardzie czy nartach, paraliżował mnie strach. Nie ma wytłumaczenia dlaczego, szukałam genezy tych zachowań i nie znalazłam nic ciekawszego niż instynkt przetrwania. Brilliant! No tak, nie mogę się ruszyć bo mózg mi podpowiada „zginiesz marnie” – simple. Zastanawiałam się, czy tylko ja tak mam, czy jestem cykorem? Dlaczego inni mogą, a ja się tak boję? Zapytałam Kamila, w końcu on, z wieloma sukcesami na arenie międzynarodowej i w Polsce, na pewno się nie boi i wie jak pokonywać strach.

Strach można porównać do bólu! Ból może trwać minutę, godzinę, dzień, tydzień, miesiąc, rok, 10 lat lub nawet wieczność! Ale to od Ciebie zależy na ile pozwolisz, aby Ciebie bolało. Myślę, że najlepszym sposobem na pokonanie strachu jest powiedzenie sobie, że już nie chcesz aby bolało! Czasami trzeba zamknąć oczy i “stwierdzić „niech się dzieje co chce, robię to” później jest albo ulga albo jeszcze większy strach! W tym drugim wypadku trzeba zagryź zęby i próbować aż ból nie ustąpi – Kamil Gach, instruktor

Take The Leap

Nadchodzi moment, w którym zdajesz sobie sprawę, że musisz odpuścić swoim ambicjom i przyjąć tempo własnego umysłu, ciała i możliwości. Kluczowym elementem mojej nauki był niewątpliwie ten, w którym zaczęłam zmieniać krawędzie. Ciekawe jest jednak to, że w pełni zaczęło mi to wychodzić dopiero z podejściem pełnej akceptacji potencjalnych, bolesnych konsekwencji. Zastanawiające jest również to, że po opanowaniu konkretnych etapów, zawsze przychodzą nowe, coraz trudniejsze, a ciąg zdarzeń pełnej realizacji zadania powtarza się 🙂

Padłeś, powstań!

Po wielu udanych treningach i znacznym progresie przyszedł koniec sezonu, a wraz z nim wielka kulminacja czyli zjazd z Pilska. Na ten moment czekałam od pierwszego momentu na desce. Mimo, że obawiałam się jazdy na orczykach, nie było tak tragicznie (ale nie było też jakoś super nie oszukujmy się). Widok z góry jest przepiękny i na pewno warto wybrać się na szczyt nawet w lecie. Niestety ostatnia jazda sezonu nie przebiegała po mojej myśli. Trening z innym instruktorem dawał się we znaki, ale najgorszy był upadek, do którego doszło już na samym końcu wyjazdu. Upadłam na plecy tak boleśnie, że z bólu nie mogłam się ruszyć, nie umiem porównać tego do niczego, bo chyba pierwszy raz w życiu myślałam, że to już koniec. Skończyło się na szczęście „tylko” na obitej miednicy i sinikach schodzących przez kilka tygodni, jednak ja, obrażona na deskę widziałam koniec tej relacji. Na szczęście po dwóch czy trzech tygodniach ochota na jazdę wróciła, a ja już nie mogę doczekać się nowego sezonu.

Jeżeli teraz odpuścisz i nie będziesz dalej jeździć, to nie znajdziesz się nawet w grupie początkującej, a wśród osób, które zaczęły i się poddały. A to jest znacznie gorsze…- Kamil Gach, instruktor

Snowboarding na Pilsku
Pilsko Style

Snowboard to niesamowita przygoda, fun i hobby, które na pewno będę rozwijać w kolejnym sezonie. Pokonywanie własnych słabości i barier, połączone z pięknymi widokami i motywacją to chyba idealny scenariusz na spędzanie zimowych weekendów. Kluczem do sukcesu jest również pełne zaufanie do osoby, z którą się uczymy i mimo, że nie przychodzi to czasem łatwo, widać rezultaty. Ja jeszcze nie do końca pokonałam swój strach, ale będę pracować nad tym w najbliższym sezonie, bo wiem, że będzie warto. W tym miejscu chcę podziękować najlepszemu instruktorowi ever – Kamilowi, który dzielnie znosił moje humory i zawsze umiał zmotywować mnie do dalszej pracy. Jeśli zawsze chcieliście spróbować jazdy na desce, ale czynność ta znalazła się w folderze obok skoku na bungee czy ze spadochronem – nie czekajcie, a działajcie! Naprawdę warto 😉 A jeśli szukacie dobrych warunków i niezapomnianych krajobrazów, polecam Korbielów i Pilsko. Polskie góry są niesamowite, infrastruktura zadowalająca a kadra na najwyższym poziomie.

Od przyszłego tygodnia swoją przygodę z deską poszerzam o wakeboard 😉 Trzymajcie kciuki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *